Was kosten Deutschland die Migranten?

– eine Auswahl publizierter Kostenschätzungen –

Heute gelingt es noch dem Establishment dank befangener „Experten“ die extremen Migrationskosten von bis 50 Milliarden Euro jährlich, zu verheimlichen, zu verfälschen und zu verharmlosen. Der passive deutsche Michel wird aber bald das Berliner Asylkostendiktat zu spüren bekommen, wenn die Steuern, die Krankenkassenbeiträge und die kommunalen Gebühren steigen werden“. Wenn es um Geld geht, soll ja der Spaß aufhören. Verwandelt sich der Michel dann in einen „Kostenrebellen“ oder lässt er sich weiter mit der Mär vom reichen Land und stolzen Rechtsstaat einlullen ?

Sprache: Deutsch

ISBN: 9783741842856

Seiten: 204

http://www.epubli.de/shop/buch/Was-kosten-Deutschland-die-Migranten-Viktor-Heese-9783741842856/55318#beschreibung

Erscheinungsdatum: 26.08.2016

 Polnische Version: Ile kosztują Niemcy migranci?


rgbstock.com Autor Sanja Gjenero

Jak Berlin ukrywa, fałszuje i ignoruje rzeczywiste koszty?

Ponad 1 milion migrantów, zaproszonych przez “kulturę otwartych drzwi”, napłynęło do Niemiec w samym 2015 roku. Politycy w Berlinie jako “zapraszający gospodarze” nie są zainteresowani w ujawnieniu rzeczywistych kosztów tego nierealnego przedsięwzięcia. Przeciwnie, próbują oni je – co w dobie informacji internetowej nie jest wcale takie łatwe – w kontrolowanych przez nich mediach systemowych zataić, sfałszować czy wręcz zignorować. Tym samym nie należy od jakiejkolwiek instancji rządowej oczekiwać dobrowolnego ujawnienia smutnej prawdy. Na ten temat ani nie ma pytań, ani debat w parlamencie, konferencji prasowych, analiz naukowych, wypowiedzi rzeczników, biuletynów czy innych form informacji publicznej. Tyle na temat zatajenia kosztów.

W rzadkich przypadkach publikowania danych, spotyka się próby ich fałszowania przy pomocy “legalnych trików bilansowych”. Ulubioną metodą jest stosowanie niejasnych definicji. Tak podaje się przeważnie tylko koszty “integracyjne” za kursy językowe i szkolenia, które nie obejmują zakwaterowania i utrzymania. Albo umyślnie przemilcza się, kto powinien ponosić te wydatki, czy budżet federalny (Bund), czy krajowy (Land) czy komunalny. W końcu istnieją sprawdzone metody ignorowania kosztów. Tutaj ulubione są dwa przekłamania: Po pierwsze, wydatki na migrantów pokryją rezerwy budżetowe, których przy stale wzrastającym długu publicznym wcale nie ma. Po drugie twierdzi się, że zrekompensują je późniejsze efekty koniunkturalne powstające w wyniku wywołanego przez wydatki na migrantów boomu gospodarczego. Niestety ekonomia tak nie funkcjonuje. Hasła typu “wydatki są inwestycją” są tak samo pseudonaukowe jak merkelowskie “Poradzimy sobie!” (Wir schaffen das!). Nie ma empirycznego potwierdzenia dla jego potwierdzenia.

W kontekście cytowanych przykładów nie dziwi, że temat kosztów migracyjnych nie znalazł jeszcze należytego echa ani w niemieckim społeczeństwie, ani w świecie naukowym. To może się szybko zmienić, gdy po szoku lawiny migracyjnej nastąpi szok kosztowy. Temat ten może zdominować wybory do Bundestagu we wrześniu 2017 roku. W sąsiedniej Austrii do pierwszych poczynań władz po reorientacji politycznej było “kontrola kasy”, czyli obciążeń państwa spowodowanych przez migracyjne podarki poprzednich decydentów. Takiego kroku należy również oczekiwać w Niemczech, chociaż na razie dominują politycy serdeczności (Willkommenkultur).

Komuny i podatnik finansują przygodę migracyjną Berlina

Berlin który zaprosił migrantów wbrew woli większości społeczeństwa nie śpieszy się z finansowaniem tego przedsięwzięcia. Tak kosztami przyjęcia obarczono w sposób dyktatorski komuny, które ponoszą dziś 50% wydatków. Co prawda postępowanie to formalnie zgodne jest z konstytucją federalną, ale z ekonomicznego punktu widzenia zakrawa raczej na kpinę. Mimo że temat jest niebezpieczny rząd federalny i rządy krajowe ani myślą o podniesieniu swego udziału w odciążeniu finansowym komun. Tak pewnie się czuje tutejszy “kartel polityczny” w siodle. Berlin zaprasza, a posłuszna prowincja nie protestuje i ugina się pod pręgierzem wydatków. Poprawni i samozadowoleni Niemcy przez to ze całkowicie oduczyli się strajkować, siedzą dzisiaj w pułapce politycznej i muszą po sankcjach z Rosją, ratowaniu Grecji, akceptacji samowoli EBZ znieść kolejne bezmyślne dyktando Berlina. Każda cierpliwość ma ponoć swoje granice. Czy niemiecki kmiot przekształci się w buntownika? Chyba nie tak szybko. Na razie siedzi zarówno we wspomnianej pułapce politycznej jak i kosztowej i myśli jak się z nich wydostać.

Na domiar złego niemieckie municypia i komuny są mocno zadłużone. Przez migrantów wszystkie poprzednie programy ich oddłużenia trafiają do lamusa. Miasto Köln musiało w 2015 roku wydać na uchodźców ponad 100 mln. Euro, co stanowi polowe strat. W tym roku koszty dla “prześladowanych” z całego świata wzrosną szacunkowo o 40%! Banki chętnie udzielają miastu kredytu na ich finansowanie. Według prawa niemieckiego żadna instytucja państwowa nie może zbankrutować, ryzyka wiec praktycznie nie ma. Mimo to każdy wie, że długi nie są darmowe. Kiedyś musi je spłacić  następna generacja.

Nowe zadłużenie jak dotąd “nie boli”. I ta sytuacja szybko może ulec zmianie, gdy niejedna komuna zostanie zmuszona do podniesienia opłat i podatku gruntowego. Od pewnego poziomu musza to czynić, bo prawo komunalne przewiduje podwyżki cen usług przed zaciągnięciem długu. Prywatne gospodarstwa domowe i podatnicy wkrótce poczują cenę swej bierności i samozadowolenia, gdy w skrzynkach pocztowych znajda rachunki z informacjami o nowych podwyżkach. Należy oczekiwać, ze również budżet federalny będzie próbował ze swej strony starymi trikami – jak przesuwanie środków miedzy resortami – zawyżać swój udział w finansowaniu przygody imigracyjnej. A co jest z gospodarką? Ta nie płaci ogóle, jako ze nikt nie myśli o podniesieniu podatków korporacyjnych. Koncerny giełdowe DAX-u nie zatrudniły dotąd nikogo z przybyszy. Przyjęły pokazowo na staż kilka tuzinów młodych migrantów i chwalą się ostentacyjnie, jak zdecydowanie popierają humanitarną politykę rządu. Summa summarum niemiecki podatnik pozostaje znowu tym “głupim Jasiem”.

Szacunki kosztów sięgają astronomicznych 50 mld Euro rocznie

O jakich sumach jest mowa i czy dają się one realistycznie oszacować? Na szczęście istnieją w demokracji niezależne zrodzą (analitycy, naukowcy) na których zdaniu obywatel może polegać, w przypadku gdy właśni politycy go oszukują. Oprócz tego ujawnione są konkretne wydatki komun. Przy średnich miesięcznych kosztach “utrzymania” jednego emigranta w wysokości 1.500 Euro i 1 milionie przybyszy otrzymamy pierwszą orientacyjną sumę w wysokości 27 mld euro rocznie. W rzeczywistości liczba migrantów jest wyższa i poza tym powstają dodatkowe koszty związane z “integracją”. Kwoty rzędu 50 mld euro rocznie nie są zatem wcale tak nierealne. O to by one nie malały dba już dynamicznie rozwijający się “przemysł imigracyjny”, który został plastycznie opisany przez Udo Ulfkote w książce “Die Asylindustrie”. Nie dziwota, ze przy tych sumach Berlin boi się grać z obywatelami w otwarte karty. Przeciwnie symuluje on sztuczną konkurencje miedzy analitykami i popiera przy tym ewidentnie swoich (opłacanych) faworytów, miedzy innymi przez szeroki dostęp do mediów publicznych. Grupę tę można scharakteryzować jako “systemowych optymistów”, jako że przedstawiają migracje jako szansę dla starzejącej się niemieckiej ludności. Przyszłe efekty ekonomiczne w pełni zrekompensują dzisiejsze koszty – to dalsze wyniki ich wątpliwych prognoz. W przeciwieństwie do nich grupa “trzeźwych pesymistów” jest zdania, ze cała ta chaotyczna imigracja prowadzi do stałego obciążenia społeczeństwa.

Wspomniane 50 mld Euro przewyższa przykładowo budżet ministerstwa obrony, który w 2016 roku dysponuje 35 mld Euro. Mocno pseudonaukowe są również wyobrażenia “optymistów” o czasie potrzebnym do integracji migrantów na rynku pracy, sięgające 10 i 20 lat. Kto sam nie musi płacić ma dużo fantazji. Nawet jeśli się integracja uda, mało pozostanie lat do aktywnego płacenia podatków i składek socjalnych. Gorzej jeśli się ona nie uda. Wtedy taki “prześladowany” przybysz kosztuje niemieckiego podatnika w ciągu swego życia około 450.000 Euro. Za to można w Köln nabyć domek jednorodzinny. Czy Niemcy utoną w tym morzu kosztów? Przy rocznym PKB ponad 3 bln Euro jest to raczej mało prawdopodobne. Wysoko prawdopodobne są jednak masowe napięcia społeczne, jako ze imigrant o wiele więcej kosztuje niż przeciętny Niemiec zarabia, nie mówiąc już o skromnych emerytach. Wybory do Bundestagu w 2017 roku mogą w świetle tej tematyki okazać się bardzo burzliwe.

 

PS.: Niemiecki Minister Spraw Wewnętrznych Karl Ernst Thomas de Maizière podał na początku stycznia 2016 liczbę oficjalnie rejestrowanych migrantów w 2015 roku jako 1,1 miliona. Doliczyć trzeba jeszcze tych co się nie rejestrowali i którzy napłynęli w pierwszej połowie tego roku.

Was kosten Deutschland die Migranten ? - - eine Auswahl publizierter Kostenschätzungen - - Viktor Heese

Hinterlasse jetzt einen Kommentar

Kommentar hinterlassen

E-Mail Adresse wird nicht veröffentlicht.


*